MAŁE DZIECKO
 
RADY I PORADY
 
PRZEDSZKOLE
 
KĄCIK NAUCZYCIELSKI
 
     
O PRACY PRZEDSZKOLI I NAUCZYCIELEK

Forum > O PRACY PRZEDSZKOLI I NAUCZYCIELEK > Agresja w przedszkolu
rozpocznij nowy wątek   |  lista wątków  |   lista kategorii  

Autor: Dociekliwa 07.09.2008 11:00  
Agresja w przedszkolu
Pytanie do rodziców... Mamy następujący problem... Co zrobić z bardzo agresywnym dzieckiem, które bije równieśników (nie macha łapką, bije pięścią i kopie gdzie popadnie), nieustannie prowokuje, sytuacje często są bardzo niebezpieczne. Pomijam pedagogizację rodziców (nie odnosi skutku), spokojne tłumaczenie, ćwiczenia przeciwdziałające agresji, dyscyplinowanie w postaci reprymendy i wszystkich możliwych cywilizowanych dostępnych środków, uczenie rozwiązywania konfliktów (to wszystko jest na bieżąco wykorzystywane) łącznie z diagnozą psychologa... który stwierdził, iż dziecko jest zaniedbane. Dziecko jest w 27 osobowej grupie... nauczycielki nie mają 12 par oczu, nie są w stanie mieć tego dziecka pod nieustanną kontrolą.Co zrobić, gdy mamy 3 takich dzieci? Co z dyscyplinowaniem dziecka, które gdy zrobi coś złego ucieka tzn, biega po sali, podwórku, zwyczajnie ucieka aby uniknąć konsekwencji (od razu zaznaczam, że konsekwencje to odsunięcie od zabawy, reprymenda słowna, konieczność przeproszenia dziecka poszkodowanego) itp. jaką radę mają wtedy? Uprawiać jogging albo sprint?
Co z dzieckiem, które przeklina, wykrzykuje przekleństwa do nauczyciela i innych dzieci (bo trzeba sprzątać salę, usiąść do zajęć, umyć ręce)? Dziecko jest i będzie w grupie, pozostałe także.
Jak tłumaczyć jego zachowanie innym dzieciom, jak nie dopuścić do tego aby były ofiarami (nie jesteśmy w stanie ciągnąć dzieci agresywnych na smyczy za sobą aby nie dotykały innych dzieci). Co zrobić, kiedy dziecko bije w twarz rodzica, albo uderza pięścią w brzuch a rodzic nie reaguje?
Co zrobić gdy 3 dzieci krzyczy i biega po sali podczas zajęć? Co z dzieckiem, które wrzeszczy bo nie chce usiąść przy stoliku podczas zajęć, tylko chce się bawić (prośby i tłumaczenia nie odnoszą rezultatu)?
Proszę rodziców o praktyczne wskazówki ponieważ jak widzę są świetnie wyedukowani (tzn tak mniemam, ponieważ nieustannie krytykują nauczycielki, więc sądzę, iż znają świetne rozwiązania). Sądzę, że wiele nauczycielek, oczekuje dobrych rad, gdyż takie przypadki są niezwykle częste (ryzykuję stwierdzenie, iż trudno znaleźć przedszkole i grupę w której nie ma podobnych problemów). Czekam również na opinie dotyczące powodów takiego zachowania dzieci (nie tkwią w przedszkolu, dzieci przychodzą już w ten sposób hmmm... ukształtowane).
Czekam więc z niecierpliwością. Mam nadzieję, że w końcu oprócz skarg od rodziców znajdzie się również pomoc. Czekam na odpowiedzi i z góry dziękuję za pomoc.
wyślij odpowiedź


Autor: Dociekliwa 07.09.2008 15:31  
?
???
wyślij odpowiedź

Autor: dociekliwa 2 09.09.2008 10:31  
Cisza......
Widzisz, jakoś ci mądrzy rodzice, ktorzy potrafią skrytykować nauczycielkę, ze krzyknęła, czy też ukarała dziecko teraz nie mają nic do powiedzenia!!! Wychowują małe potworki, którym wszystko wolno, a swoje niepowodzenia wyładowują na nauczycielach - teraz zamilkli.Moze mamusia dziecka, która twierdzi, ze jej synek jest grzeczny, a tylko czasem niegrzeczny, kiedy pobije rowiesnika napisze na forum jakąś poradę do dociekliwej!Albo mamusia oburzona faktem, ze jej dziecko zostało ukarane coś poradzi.Przyczyny złego zachowania dziecka tkwią zawsze w domu rodzinnym i tutaj należy szukać przyczyn, a nie w przedszkolu! Najłatwiej jest wyzyc się na ducha winnej nauczycielce, polecieć na skargę do kuratorium niż spojrzeć krytycznie na swoje rozpuszczone do granic mozliwości dziecko!
wyślij odpowiedź

Autor: Dorota 09.09.2008 20:16  
Odp:Agresja w przedszkolu
To jest wielki problem i wielka tragedia takiego nadpobudliwego dziecka. Oni, bo nie miałam nigdy dużego problemu z dziewczynką, nie wiedzą dlaczego krzywdzą inne, dlaczego uderzają, gryzą, awanturują się. Doświadczyłam to w zeszłym roku. Podejmowałyśmy wszystkie sprawdzone i stosowane sposoby postępowania z takimi dziećmi. Nic to nie zmieniało. Rodzice poszkodowanych stale składali skargi, my ich oczekiwania rozumiałyśmy. Nic nie mogłyśmy jednak zmienić. Na nasze prośby matka była u psychologa, ale i po tej wizycie oczekiwała od nas działań, bo to jest nasz problem. Nie kontynuowała porad i nie podjęła wsparcia farmakologicznego. Po pół roku męczarni dziecko zostało przeniesione do innego przedszkola. Mogę dziś twierdzić, że przedszkole nie jest w stanie pomóc takim dzieciom jeśli ze strony rodziców nie ma zrozumienia problemu i silnego zaangażowania oraz działań wspartych poradami psychologa.
wyślij odpowiedź

Autor: Dociekliwa... 09.09.2008 22:24  
Hmmm....
Dzięki dziewczyny (nauczycielki naturalnie) za zainteresowanie się tematem. Jak widzę moja prowokacja przyniosła oczekiwane efekty... czyli rodzice milczą... dziwne.
A swoją drogą to prawda, że przedszkole nie jest w stanie pomóc takim dzieciom. Dlaczego? Dlatego, że rodzice nie chcą pomóc, wolą obarczać winą innych niż kształtować społecznie dziecko. O psychologu mowy nie ma bo po co? Pani głupia i nie zorientowana więc nie warto zawracać sobie głowy wydumanymi opiniami.
Dziękuję rodzicom za potwierdzenie opinii wyrażanej przez większość nauczycieli, pedagogów i wychowawców.
wyślij odpowiedź

Autor: mama i pedagog w jedenj osobie 10.09.2008 10:46  
Odp:Hmmm....
popieram i podpisuję sie obiema rękami!!!! praca w przedszkolu jest ciężka, stresująca i frustrująca i dramatem jest sytuacja gdy rodzice nie wyrażają chęci i motywacji do współpracy. przecież bądź co bądź obu stronom chodzi o dobro dzieci. zgadzam się też z tym, że niektóre dzieci to terroryści w skórze aniołka, ale nie obraźcie się Panie - nauczycielki, ale w gronie pedagogicznym znajdują sie czasem osoby, które nie powinny mieś nic wspólnego z wychowaniem dzieci, bo wybaczcie, jeżeli 3 czy 4 dnia w nowym przedszkolu wprowadzam dziecko do grupy 3-latków i kulturalnie mówię dzień dobry, dziecko też,nie otrzymuję żadnej reakcji, powtarzam powitanie i nadal nic, a "księżna" nawet nie podniesie głowy znad biurka i stoję jak ta durna przy stolikach, przy których siedzą dzieci czekające na podanie śniadania i nie wiem gdzie mam skierować dziecko, bo najnormalniej w świecie nie wiem gdzie powinna usiąść, to co mam o takowej "nauczycielce" pomyśleć? dopiero jak weszła pani pomoc ze śniadankiem wzięła moją córę za rękę i zaprowadziła na miejsce. a to była najdelikatniejsza z negatywnych sytuacji jakie spotkały moje dziecko. w tym roku jest w innej placówce i panie są wspaniałe i przesympatyczne, tak samo, jak panie, które prowadziły jej grupę w żłobku.
pozdrawiam wszystkie wspaniałe Panie i życzę wytrwałości
wyślij odpowiedź

Autor: Dorota 10.09.2008 21:05  
Odp:Odp:Hmmm....
Po wielu latach pracy w przedszkolu i trzech dyrektorkach mogę stwierdzić: takie przedszkole jakie kierownictwo. Nauczycielki tak pracują jak się rozlicza i motywuje. Oczywiście przychodzą nowe, młode po szkole i zanim zostaną rozpoznane czy mają predyspozycje musi minąć troche czasu. Te bez powołania odchodzą. Tak jest u nas. Może ja mam szczęście, ale bardzo lubię swoją pracę i swoje przedszkole. Jedynie co mnie najczęściej boli, to brak możliwości zmainy postawy niektórych rodziców powodujących, że z ich zaniechań lub głupoty, ich dzieci mają problemy w przedszkolu i bedą miały w szkole. One są niewinne, a ja tak niewiele mogę dla nich zrobić.
wyślij odpowiedź

Autor: Dociekliwa 11.09.2008 23:02  
Do mama i pedagog w jedenj osobie
Ja jako nauczyciel również stoję jak durna, gdyż księżna czyli mamusia nie raczy powiedzieć/odpowiedzieć dzień dobry... Nie zastanawiam się przynajmniej dzięki temu dlaczego dzieci nie potrafią/nie chcą używać zwrotów grzecznościowych.
Niestety nie mam odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania co daje mi podstawy sądzić, że ten portal to kółko wzajemnnej adoracji rodziców niewydolnych/nieudolnych wychowawczo, którzy na stwierdzenie: "Pani/Pana dziecko jest agresywne i żadne metody nie skutkują a niestety cierpią pozostałe dzieci" jedyne co mają do powiedzenia to: "nie umie sobie z nim radzić".
Ja z kolei mam do powiedzenia tyle a będzie to cytat z filmu: "trzeba mieć pozwolenie na wędkowanie a dziecko może mieć głupek".
wyślij odpowiedź

Autor: mama i pedagog w jedej osobie 12.09.2008 10:56  
odpowiedź
czy pani stara sie mnie obrazić? czy to ja pani coś zrobiłam i czy przytyczki typu "..portal to kółko wzajemnnej adoracji rodziców niewydolnych/nieudolnych wychowawczo...", "..a dziecko może mieć głupek.." - są skierowane ogólnie, czy bezpośrednio do mnie?sądziłam, że to wątek umożliwiający dyskusję a nie obrażanie innych.
pozdrawiam
wyślij odpowiedź

Autor: mama i pedagog w jednej osobie 12.09.2008 11:04  
przepraszam
za błędy w poprzednim i obecnym podpisie.
wyślij odpowiedź

Autor: mama 12.09.2008 12:02  
Do milych Pań nauczycielek
Jestem mamą dziecka w wieku przedszkolnym. Pracuje w niezależnym zawodzie, ale często jestem zapraszana do przedszkoli na tzw. pogadanki z dziećmi. Kiedy idę z nimi na spotkanie, proszę panie, aby nie przygotowywały dzieci do rozmowy, sadzając je na dywanie. Po prostu całą odpowiedzialność skupienia na sobie uwagi, biorę na siebie. Dzieci szybko robią koło i same siadają wokoło mnie. Niestety dochodzi tez do sytuacji, gdy w grupie jest ,,owo niegrzeczne dziecko'' i wtedy pani na siłę ciągnie je do kółka. A jak na siłę - wiadomo, jaka jest reakcja dziecka - odwrotna. proszę zatem panie wychowawczynie, aby zostawiły ,,agentów'' w spokoju, chociażby miały nam przeszkadzać. W takiej sytuacji ,,agent'' przestaje być zauważany, bowiem grupka dzieci skupionych na nowym temacie nie ma czasu patrzeć i podziwiać jego wyczynów. ,,Agent'' widzi, że wszystkie dzieci w grupie są ważne, że każde z nich dostaje do reki mikrofon, może przemawiać, może zobaczyć książkę, potrzymać ,,magiczny wskaźnik'' lub po prostu przysunąć się do mnie, a czasami nawet usiąść mi na kolana. Nie zdarzyło sie jeszcze, aby ,,agent'' nie dołączył do grupy. Kiedy się na to decyduje, zostaje wyróżniony nie tylko dobrym słowem, ale i dobrym miejscem na dywanie. jest szczęśliwy, że on tez mógł brać udział w zabawie, że też został zauważony, że w końcu ktoś z nim spokojnie chciał porozmawiać. Po godzinie rozmowy to właśnie ,,agent'' okazuje się najbardziej zaangażowanym i wsłuchanym dzieckiem z grupy...
Miłe panie. Po dwóch latach pracy w tzw. pogadankach z dziećmi zauważyłam jedno. W przedszkolach jest za dużo ,,służbistów'' i ,,programistek'' a za mało osób wychowujących z sercem. Wiem, że grupa 26 dzieci to koszmarek, ale każde z nich chce być w centrum uwagi. Jedno potrafią to robić, bo jest bardzo komunikatywne, inne poniewaz wyróżniają się swój osobowością, ale niektóre po prostu nie mogą i nie potrafią działać w sposób spokojny. Może tylko przez wyrażanie agresji mogą zaistnieć, może to się bierze z domu? Może z podwórka? Może z TV? Przyczyny mogą być różne. Tego zachowania nie stłumicie rozmowami z psychologiem, uwagami dla rodziców, nakładaniem kar na dziecko... Takie zachowanie można pokonać jedynie miłością. Niestety to wielka umiejętność kochać nie swoje dzieci i tylko niektóre osoby ja posiadają. Rozumiem, że wasza praca jest ciężka i odpowiedzialna, ale jesli wam tak ciężko, to proszę was o zmianę kwalifikacji. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, a stare dobre przysłowie mówi: ,,obyć cudze dzieci uczyć musiał'' ...ten zawód albo sie kocha i trzeba mu sprostać, albo powinno się porzucić na rzecz czegoś innego. Co by się działo, gdyby np. lekarz operował ludzi tylko dlatego, że skończył studia? To trzeba rozumieć i szukać w sobie możliwości niesienia pomocy i rozwiązania. dziecko jest jak plastelina i potrafi się dostosować, tylko trzeba mu dać trochę ciepła, zrozumienia i miłości, nawet jeśli tych wartości nie wynosi z domu... Sytuacje sa różne, a nauczyciele mają uczyć tych wartości...Pozdrawiam.
wyślij odpowiedź

Autor: Dociekliwa 12.09.2008 18:35  
Do mama
Urocze to i pouczające ale proszę przeczytać pierwszy post i rzeczowo odpowiedzieć na postawione tam pytania, a nie pisać o "ciągnięciu dzieci na siłę". Wymieniłam metody, które stosuję o tej podanej przez Panią nie ma tam mowy.
PS. Ja z kolei mam wrażenie, że mamy zbyt wielu rodziców, którzy są "ekspertami", jak widać wyżej mają własne zdanie, własny tok myślenia i przeważnie mają dużo do powiedzenia niestety niekoniecznie na temat.
To miłe, że Pani pisze tyle o wychowywaniu z miłością. Ciekawe czy miałaby Pani tyle miłości w sobie gdyby Pani dziecko było codziennie bite przez takiego delikwenta. Pani wybaczy - nie sądzę, miłość szybko by się skończyła. Poza tym rozumiem, że tylko 2 lata i sporadycznie zapraszana jest Pani na "pogadanki" (pragnę zauważyć, że w przedszkolu nie ma takiej formy, jest rozmowa) i nie może Pani wiedzieć, iż dzieci przy nowej osobie zachowują się często inaczej niż w zwykłych warunkach.
Kolejnym razem zanim wejdzie Pani w rolę "eksperta" proszę poczytać sobie o przejawach agresji wśród dzieci i konsekwencjach dla ich ofiar i dopiero zasiąść do udzielania cennych rad.
wyślij odpowiedź

Autor: Dociekliwa 12.09.2008 18:41  
PS. Do mama i pedagog
Naturalnie, że te słowa nie są skierowane do Pani (jednak owszem spotykam rodziców, których jak najbardziej tym mianem można określić) zwłaszcza, że uważam, że Pani głos jest głosem rozsądku. Jednakże nie uważa Pani, że słowo "księżna" użyte w kontekście przez Panią użytym jest obraźliwe? Zresztą nie jest to istotne. Ja po prostu naprawdę czekam na opinie rodziców, rzetelne, związane z moim pytaniem. I jestem zdziwiona, iż wiedząc tak dużo o potrzebach, prawach i wszystkim innym co dotyczy dzieci (a zwłaszcza tego co źle robią nauczycielki) nie ma żadnej rady.
wyślij odpowiedź

Autor: mama 13.09.2008 12:17  
Odp:Do mama
jest pani przepełniona złością i wielką agresją. Niech pani idzie sprzedawac marchewkę na straganie, to sobie pani pokrzyczy na inne kobiety. Najpierw sie pani prosi o komentarz i rade, a jak ktos coś mądrego napisze, to się pani oburza. Prosze się wybrać na jakieś spotkanie z psychologiem, bo to nie rodzice i dzieci mają problem, tylko Pani ,,Dociekliwa''
wyślij odpowiedź

Autor: Dociekliwa 13.09.2008 14:44  
Do mama
Hmm... przepraszam bardzo skąd wniosek, że krzyczę? To portal internetowy a nie bezpośrednia interakcja społeczna stąd jak widzę błędna interpretacja. Widzę natomiast, że Pani zapałała wielką agresją w odpowiedzi na moje uwagi :) (tutaj się uśmiecham w razie wątpliwości) w których oprócz odrobiny ironii nie ma nic a z pewnością nie jest to agresja. Ale widzę, że ma Pani własną interpretację. Zapytam jeszcze tylko: gdzie ta miłość?
Odnośnie sprzedawania warzyw: gdybym czuła powołanie do sprzedawania marchewki to z pewnością bym to robiła i nie widzę powodu aby przy tym krzyczeć ja nie tracę nerwów z byle powodu (w przeciwieństwie do Pani jak widzę). Nie widzę też potrzeby brzydkiego szufladkowania ludzi bo pracują na targu - ja znam wiele miłych Pań i Panów, którzy nie krzyczą.
I jeszcze jedno dlaczego wysyła mnie Pani do psychologa? Dlatego, że zanegowałam wartość Pani wypowiedzi? Skąd Pani wie kim jestem? Wnioskuje Pani po tym, że napisałam z punktu widzenia nauczyciela, pedagoga? Skąd Pani wie, że nie jestem psychologiem, który zastanawia się nad przyczynami przeniesienia odpowiedzialności z rodziców na nauczycieli, który zastanwia się nad przyczynami agresji do nauczycieli itp. Skąd wie Pani, że nie jestem zaniepokojoną matką, która lubi nauczycielki swojego dziecka i po rozmowie z nimi robi taką małą prowokację aby podzielić się z nimi i nie tylko jej wynikami, a może piszę pracę magisterską? A może jestem matką i psychologiem, który pisze pracę magisterską z pedagogiki?
Uważa się Pani za eksperta? W porządku. Wg mnie w dorosłym, cywilizowanym świecie dyskusje są jak najbardziej wskazane możne się dzięki temu nauczyć kilku rzeczy, dojść do nowych wniosków. Skoro nie odpowiada Pani ta formuła to proszę nie brać w niej udziału.
I odnośnie pisania czegoś mądrego: proszę pisać coś mądrego na temat, ok? Bo niestety dla mnie i wszystkich zainteresowanych zadanymi przeze mnie pytaniami Pani odpowiedź jest bezużyteczna.
Zgadzam się z Panią mam problem. Jest on następujący: dlaczego moje pytania i odpowiedzi budzą takie negatywne reakcje? Dlatego, że czasami są one dosadne i ostre? Proszę poczytać jak piszą rodzice o nauczycielach, psychologach itp... natomiast do siebie zastrzeżeń nie mają. Ja mam do rodziców zastrzeżenia i stąd moje pytania skierowane do nich. W związku z brakiem rozwiazań ze strony rodziców (rozwiązań podanych problemów a nie takich nie związanych z nimi) sądzą Panie, że nie mam podstaw do zastrzeżeń?
Pozdrawiam i proszę o rozsądne podejście do sprawy i spojrzenie na to z kilku stron.
Dziękuję Pani "mamie i pedagog w jednej osobie" za wnikliwe i mimo wszystko sprawiedliwe podejście do tematu ale nie znaczy to, że muszę się w 100% w tym zgadzać.
I ostatnia sprawa proszę mi wierzyć i dzieci i rodzice mają problemy.
Pozdrawiam i życzę spokoju.
wyślij odpowiedź

Autor: Mama 5-latka 13.09.2008 17:39  
Dla Pani Dociekliwej
Boże miłe Panie. Ja to widzę tak. Nauczycielki wiedzą swoje - bo na codzień przebywają z cudzymi dziećmi. Mamy - wiedzą swoje, bo pewnie znają swoje dzieci najlepiej. Jedna i druga strona mało kiedy sobie ustępuje - i w życiu nie będzie inaczej. Pani Dociekliwa powinna pytać o takie sprawy swoje koleżanki, a nie rodziców.
Dlaczego? Przyznaję się do tego, że moje dziecko nie jest Aniołkiem. Przyznaję również rację ,,mamie'', że nauczyciele też Aniołami nie są i często tylko im się wydaje, że mogą nas rodziców oceniać za to co dzieje się w głowach naszych dzieci. Jednak fakt, jest faktem. Ja jako rodzic nie poświęcam swojemu dziecku wystarczająco dużo czasu. Idę do pracy na 8.00 i wracam do domu po 16.00. Musze pracować i muszę zarabiać (nie mam innego wyjścia, żeby żyć z czegoś). Zatem jestem winna temu, że moje dziecko pewnie się nie nauczyło i nie nauczy wielu rzeczy ode mnie. Państwo (mam na myśli rząd) jednak mnie do tego zmusza. Nie płacą nam mamą, za wychowanie dzieci do 6 roku ich życia i ich edukację prowadzoną w domach. Gdyby tak było, pewnie nauczyciele mieliby mniej tych agresywnych dzieci w szkołach czy przedszkolach. Jesteśmy winni tego, że nasze dzieci czasami nie potrafią się dostosowac do grupy, są nieusłuchane itd,idt. Ale z całym szacunkiem dla obu pań - każda ma tu swoje zadanie i rację. Oddajemy dzieci w ręce nauczyciela, decydujemy się na to ( a nawet za to płacimy np. w przypadku przedszkoli) aby to nauczyciele zaopiekowali się nauką i wychowaniem naszych pociech.Są do tego odpowiednio wykształceni i powinni wiedzieć co robić. Ja nie odpowiem na pytanie ,,Dociekliwej'' ani nie pognębię ,,mamy''. Nie znam się na tym. Jako mama kocham swoje dziecko i daję jemu tyle, ile mogę, ale reszta lezy w gesti nauczyciela, szczególnie gdy dziecko przebywa pod jego nadzorem. Zatem każdy z rodziców będzie pewnie udzielał podobnej odpowiedzi na pytania ,,dociekliwej'', że to i tamto jest w szkole źle robione... Tu nie trzeba psychologa, żeby to wiedzieć. Niech nauczyciele robią swoje a rodzice swoje. Niech nikt się nikomu do jego pracy nie wtrąca. Tak będzie chyba najlepiej...
Ja jestem zadowolona z nauczycielki mojego dziecka. Nie musi pytać na forum, w jaki sposób poradzić sobie z nieusłuchanymi dziećmi. Ona to poprostu wie...
Pozdrawiam
wyślij odpowiedź

Autor: Dociekliwa 13.09.2008 18:14  
Do mamy 5latka
Cieszy mnie ta wypowiedź zwłaszcza szczere nie będę oceniała bo nie znam się na tym (jednak nie do końca Pani nie ocenia), uważam, że to zdroworozsądkowe podejście.
Natomiast odnośnie opinii że nauczycielka Pani dziecka nie musi się pytac na forum co zrobić... I świetnie. Ja również nie muszę o to pytać. Gdyby przeczytała Pani uważnie zrozumiałaby Pani, że chodzi o to aby rodzice postawili się w sytuacji nauczycielek, pedagogów, wychowawców a coraz częściej i psychologów (którzy jako grupa zawodowa są traktowani jako osoby, które same mają problem tak jak w opinii "mamy"). Chodzi o to aby pokazać im, że w przedszkolach często nie chodzi o to, że dzieci są niegrzeczne albo, że się nie słuchają. Przykłady, które podałam dotyczą dzieci zaburzonych społecznie, emocjonalnie,agresywnie i nie wystarczy tutaj gestia nauczyciela są to problemy złożone, których często nie można rozwiązać dlatego, że teraz to rodzic ma mieć chęć iść do psychologa, nikt nie może go do tego zmusić, można sugerować. A rodzic nie chce, dlaczego? Nieważne. Ważne jest natomiast to, że w ten sposób z dzieckiem nic się nie dzieje a nawet najlepsza gestia nauczycieli i wychowawców nic nie zmieni bez zgody rodzica i bez jego chęci do działania.
Sądziłam, że postawienie tych pytań przyniesie rozwiązania w postaci zrozumienia problemów obu stron, jednak nadal widzę, że w opinii rodziców nauczyciel ma załatwić sprawę bo rodzic pracuje, jak jest źle to nauczyciel jest winny, albo nie ma powołania albo powinien mieć złoty środek i cicho siedzieć bo jest nauczycielem/pedagogiem/psychologiem i mu za to płacą więc niech rozwiąże a jak nie to proszę zmienić zawód itp. Może to są właśnie odpowiedzi na pytania: czyli brak pojęcia o tym z jakimi zaburzeniami mają do czynienia psycholodzy, pedagodzy i nauczyciele, zrzucanie odpowiedzialności za wychowanie dziecka na przedszkola i szkoły itp.
Wnioskuję, że pytania są po prostu zbyt trudne. Przykre jest to, że łatwo jest oceniać a trudniej jest pomyśleć nad przyczynami często tkwiącymi właśnie w rodzicach i ich metodach wychowawczych. I dodam jeszcze jedno: są fantastyczne dzieci i fantastyczni rodzice i pracują i mają problemy ale udało się wychowali super dziecko i tacy rodzice przychodzą dopytują się chcą badania dziecka u psychologa. Śmieszne? Może i tak ale gratuluję im zaangażowania i nie zrzucania odpowiedzialności na nikogo, a jeszcze bardziej podziwiam rodziców, którzy potrafią przyznać się do błędu bo nie wiedzieli. Każdy może nie wiedzieć i dlatego są osoby do których można przyjść i się zapytać co robić i jak, i spróbować posłuchać a nie negować. I mam nadzieję, że właśnie takich rodziców będzie więcej.
wyślij odpowiedź

Autor: Mama 5-latka 13.09.2008 18:39  
;-)
przepraszam Panią , ale czytam dociekliwie. oto cytat z pani pierwszego listu:

- Pytanie do rodziców... Mamy następujący problem... Co zrobić z bardzo agresywnym dzieckiem, które bije równieśników (nie macha łapką, ...

i następny cytat:
- Czekam więc z niecierpliwością. Mam nadzieję, że w końcu oprócz skarg od rodziców znajdzie się również pomoc. Czekam na odpowiedzi i z góry dziękuję za pomoc...

oraz Pani ostatnia odpowiedź;

- I świetnie. Ja również nie muszę o to pytać. Gdyby przeczytała Pani uważnie zrozumiałaby Pani, że chodzi o to aby rodzice postawili się w sytuacji nauczycielek, pedagogów, wychowawców a coraz częściej i psychologów ...

z całym szacunkiem... ale chyba jednak pani pyta ;-))
Jeśli chodziło Pani o coś innego, trzeba było napisać to wprost, a nie teraz coś tam tłumaczyć. Pozdrawiam i życzę sukcesów w badaniu sprawy ;-) i właściwych wniosków ale również samokrytyki

wyślij odpowiedź

Autor: Jolanta 16.10.2008 09:42  
Odp:Agresja w przedszkolu
Do Dociekliwej.
Trafiony wątek.

Powiem więcej, może należałoby oprócz "O pracy nauczycielek i przedszkoli" utworzyć " O rodzicach, postawach rodzicielskich i efektach wychowawania w domu". Być może wtedy niektórzy przejrzeliby na oczy? Byłoby to może sprawiedliwe, wobec faktu ostrych opinii na temat nauczycieli. Bo słowa o nauczycielkach i przedszkolach, cyt:"jak dupa od srania..., bojkot..., wyrzucić" są na forum wszechobecne i traktowane z niezwykłym aplauzem.
Pani w przedszkolu nie ma czarodzejskie różdżki, żeby wszystkie zaniedbania wychowawcze rodziców zniknęły po przekroczeniu progu przedszkola, a przy takiej wrogości, wręcz niemozliwe.

Rodzice obserwują pracę nauczycieli bezpośrednio, a także zdobywają informacje od dzieci. To naturalne. Naturalne jest również to, że nauczycielki również widzą reakcję mamy na zachowanie dziecka.
Przykłady?
Proszę bardzo, z ostatnich paru dni:
Szatania. Mama odbiera 6-latka. Ten siedzi rozparty na ławeczce i wrzeszczy: "Cooooo, nie kupiłaś mi?" Mama rzuca się napierw po buty /synek nie raczy sobie przynieść/, a potem rzuca się na kolana, żeby te buty dzieciątku załozyć. Cały czas tłumaczy, ze nie ma pieniąków i czegoś tam jednak nie kupiła. Synek chyba się bardzo zestresował i widocznie musiał odreagować, bo mamusia zaliczyła potężnego kopa.

Przykład drugi.
Nauczycielka wychodzi do mamy 6-latka i tłumaczy, ze dziecko ma poważne kłopoty z utrzymaniem ołówka w ręku i warto byłoby, oprócz ćwiczeń w przedszkolu, poćwiczyć tę jego rękę w domu. Zwłaszcza, ze zaraz zacznie się pisanie i dziecko sobie nie poradzi. Było nie było: trzeba dziecku pomóc! Daje mamie przygotowane zestawy ćwiczeń /specjalnie dla potrzeb dziecka przygotowane karty pracy/.
Reakcja mamy: " Ja w domu nic nie będę z nim ćwiczyła, bo synek tego nie lubi. A poza tym,ja nie moge oderwać go od telewizora odkąd mąż załozył satelitarną"

Proszę Panstwa. Tu jest źródło problemów. Wystarczy, ze w grupie znajdzie sie kilkoro dzieci wychowanych w atmosferze "świat kręci się wokół mnie". Paradoksalnie ci sami rodzice mają nawięcej uwag do pracy nauczycielek. Bo: "pani kazała dziecku rysować, bo pani odsunęła od zabawy, bo pani śmiała zwrócić uwagę..." A ono nie przywykło, ze coś mu sie nakazuje, to ONO rządzi mamą, tatą, babcią, no...a panią w przedszkolu sie nie da! Stres i rozpacz!
wyślij odpowiedź

Autor: .... 16.10.2008 11:46  
odp
Ponieważ kilka dni temu odkrylam to forum z uwagą przeczytalam kilka zamieszczonych tu wątków. Muszę powiedzieć,że jestem nieco zaskoczona ile wzajemnej agersji panuje w stosunkach miedzy rodzicami i nauczycielkami. Jest to obustronne. Zarówno rodzice jak i nauczyciele potrafią anonimowo obrzucać się błotem. Nie zauważyłam ani jednego wpisu, który przepraszałby kogoś za użyte wcześniej obelgi. Posty, rzekomo rożnych osób są pisane bardzo podobnym jezykiem i używanym słownictwem - tak jakby pisała je jedna osoba.

Zauważyłam również, że tu nie ma moderatora ,który panowałby nad emocjami co poniektórych krewkich pań (i panów również) Zwłaszcza,że prawdopodobnie wiekszość z nich to osoby w wyższym wykształceniem. Choć może się mylę... To raczej jezyk przekupek.

Proponuję więc, żyby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości wprowadzić obowiązek logowania i podawania obowiązkowego maila. To z pewnością ukróci zapędy co poniektórych osób.

Pozdrawiam.
wyślij odpowiedź

Autor: Ojciec Agent 26.10.2008 21:22  
Odp:Do milych Pań nauczycielek
Do "mamy", autorki wiadomości z dnia 12.09.2008 12:02.
Szanowna "mamo",
Twój komentarz bardzo mnie zainteresował, ponieważ sam borykam się z takim problemem w przedszkolu do którego uczęszają moje dzieci. Zaciekawiły mnie "pogadanki z dziećmi" o których piszesz. W związku z tym mam do Ciebie jeszcze kilka pytań:

Czy takie spotkania masz w wielu przedszkolach czy tylko w jednym przedszkolu?
Czy Twoje skuteczne podejście do "Agentów" spradziłaś w różnych grupach i na ile jest to sprawdzone w praktyce?
Czego dotyczą te spotkania?

Zadaję te pytania ponieważ, wydaje mi się ciekawym takie rozwiązanie i zastanawiam się nad zaproponowaniem takich spotkań nauczycielkom jako poszukiwania skutecznych metod opanowania "Agentów"czy też bliższego zainteresowania rodziców (szczególnie rodziców "Agentów") problemem.

Będę wdzięczny za udzielenie dodatkowych informacji.
pozdrawiam
wyślij odpowiedź


Dodaj swoją opinię
Tytuł:
Komentarz:
Imię, nazwisko:
Adres email:
 
  #####   #######   #####    #####  
 #     #  #    #   #     #  #     # 
       #      #    #     #  #     # 
  #####      #      #####    ###### 
 #          #      #     #        # 
 #          #      #     #  #     # 
 #######    #       #####    #####  
Kod zabezp.:

     
 góra     powrót
© STEP   |   Design by 3xw.pl   |   Hosting Infocomp